MOJE PSIE NIEBO
"Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
No, bo jeśli nie idą do nieba
To przepraszam Cię, Panie Boże
Mnie tam także iść nie potrzeba
Ja poproszę na inny przystanek
Tam gdzie merda stado ogonów
Zrezygnuję z anielskich chórów
Tudzież innych nagród nieboskłonu
W moim niebie będą miękkie sierści
Nosy, łapy, ogony i kły
W moim niebie będę znowu głaskać
Moje wszystkie pożegnane psy"
B. Borzymowska
Dokładnie ta strona Nieba jest zwana Tęczowym Mostem. Kiedy zwierzę umiera, udaje się w to specjalne miejsce, które dla nas pozostających tutaj jest niedostępne. Są tam łąki i wzgórza dla wszystkich naszych Wyjątkowych Przyjaciół więc mogą razem bawić się i biegać. Jest mnóstwo jedzenia, wody i słońca nasi Przyjaciele żyją w cieple i dostatku. Wszystkim zwierzętom, które były chore i stare zostaje przywrócone zdrowie i wigor; ranne i okaleczone zostają uzdrowione i są znowu silne, dokładnie takie jakie pozostały w naszych wspomnieniach i snach z dni minionych. Są tam szczęśliwe i zadowolone z wyjątkiem jednej, małej rzeczy: każde z nich tęskni za kimś wyjątkowym, za kimś kto pozostał. Razem bawią się i biegają, ale przychodzi taki dzień, kiedy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego błyszczące oczy patrzą uważnie; jego ciało zaczyna drżeć. Raptem oddziela się od innych, leci przez zieloną trawę, szybciej i szybciej. Poznał Cię! I kiedy Ty i Twój Przyjaciel wreszcie się spotkaliście, przytulacie się do siebie w radości ponownego połączenia nigdy nie będziecie rozdzieleni. Deszcz szczęśliwych pocałunków na Twojej twarzy, ręce tulą ukochaną głowę, znów patrzysz w te ufne oczy, które tak dawno odeszły z Twojego życia, ale na zawsze pozostały w sercu... Razem przechodzicie przez Tęczowy Most... Autor nieznany
STRONĘ TĄ DEDYKUJĘ MOJEJ CUDOWNEJ DOBERMANCE - SARUNI
27. IX .1994 - 28. VII. 2006 [']['][']
27.VII 2006 - Ciężki dzień w moim życiu....Właśnie wróciłam z córką z badań kontrolnych w ICZMP w Łodzi...mam dobry humor pomimo gigantycznych upałów i męczocej trasy...zaraz po wejściu do domu wszystko się zmienia ...Patrzę i nie wierzę własnym oczom.... Moja najlepsza przyjaciółka , powiernik i członek naszej rodziny jest tak słaba że nie potrafi sama wstać (zadaję sobie pytanie jak to możliwe przecież wczoraj jak wyjeżdżałam wszystko było ok ???)...tego wzroku jakim na mnie spoglądała nigdy nie zapomnę... wtedy zrozumiałam że koniec zbliża się nieubłagalnie... Jednak zawsze jest w nas jakaś mała iskierka nadziei ,że jeszcze nie teraz ,że za wcześnie... pojechałyśmy do weterynarza ,okazało się że serduszko jest za słabe ... Wtedy właśnie zabrakło mi odwagi na podjęcie tej najtrudniejszej decyzji, poprostu nie mogłam , niewyobrażałam sobie życia bez tej wspaniałej psicy ,z którą przeżyłam całą swoją młodość ,dzieliłam radości i smutki . Wróciłyśmy do domu...
Sarunia odeszła- zasnęła o godz 5.50 rano następnego dnia na swoim fotelu ,patrząc w oczy mojemu tacie ,bo ja już nie miałam siły ...
Rozpacz jest wielka a pustka niewyobrażalna. Saruniu - nigdy nic nie zastąpi mi ciebie, twych psot i twego oddania, dawałaś nam wiele radości , a teraz pozostały tylko wspomnienia. Czekaj tam na mnie Saruniu kiedyś napewno się spotkamy i wtedy nikt nigdzie nie będzie musiał odchodzić...
Sara 2006 r.